Fasola z masłem. Wigilijny smak pamięci
Są potrawy, które zapamiętuje się nie dlatego, że były najbardziej wystawne, ale dlatego, że pojawiały się tylko raz w roku. Dla mnie takim daniem jest fasola z masłem. Dla babci Hani była jednoznacznie wigilijna. Nie gotowało się jej na co dzień, nie pojawiała się „przy okazji”. Była zarezerwowana wyłącznie na Wigilię i właśnie dlatego do dziś najmocniej kojarzy mi się z Bożym Narodzeniem.
Na wigilijnym stole u babci Hani pojawiały się także potrawy uznawane dziś za najbardziej charakterystyczne: karp, kapusta, kompot z suszu. To one budowały poczucie świątecznej wyjątkowości i odróżniały Wigilię od zwykłego dnia. A jednak fasola z masłem miała swoje ciche, ale ważne miejsce. Stała zwykle w prostej misce, nieco z boku, ale zawsze obecna.
Babcia traktowała fasolę z masłem jak danie odświętne, choć przygotowywała je bez żadnych kulinarnych ambicji. Długo moczona biała fasola, ugotowana do miękkości i polana masłem. Bez przypraw, bez dodatków. Ta prostota była zamierzona i dobrze wpisywała się w charakter wigilijnej kolacji – spokojnej, uporządkowanej, pozbawionej nadmiaru.
Z perspektywy czasu widać, że fasola z masłem należała do bardzo starej warstwy kuchni wigilijnej, szczególnie tej znanej z Mazowsza, Podlasia, Lubelszczyzny i Kielecczyzny. Była częścią kuchni opartej na tym, co dawało pole i spiżarnia, a nie na tym, co należało kupić w mieście. Fasola była produktem trwałym, łatwym do przechowywania przez całą zimę i wystarczająco sycącym, by zapewnić siłę w najtrudniejszym okresie roku. W wiejskich domach, gdzie zimą wszystko było „na styk”, miało to ogromne znaczenie.
Ta najstarsza kuchnia wigilijna nie próbowała tworzyć odświętności przez wyjątkowość smaków. Jej świąteczny charakter polegał na czystości, powtarzalności i znaczeniu miejsca. Potrawy miały być postne, proste i znane, a ich obecność na stole była ważniejsza niż sposób podania. Fasola z masłem doskonale wpisywała się w ten porządek – była daniem, które nie udawało niczego więcej, niż było w rzeczywistości.
Z czasem, wraz z rozwojem miast i zmieniającym się stylem życia, wigilijny stół zaczął się zmieniać. Pojawiły się potrawy bardziej pracochłonne i reprezentacyjne: pierogi, barszcz z uszkami, ryby. One nadawały Wigilii nową oprawę, ale nie wyparły dań starszych. Raczej nałożyły się na nie jak kolejna warstwa tradycji. Fasola z masłem w domu dziadków pozostała więc świadectwem dawnego świata – takiego, w którym święto było zakorzenione w domu, miejscu i pamięci.
Dziś, gdy wracam myślami do świąt, to właśnie fasola z masłem przywołuje je najpełniej. Nie dlatego, że była najsmaczniejsza czy najbardziej wyczekiwana, ale dlatego, że była wyjątkowa przez swoją rzadkość. Jedzona tylko raz w roku, zapadała w pamięć mocniej niż potrawy codzienne.
Fasola z masłem jest dla mnie wigilijnym daniem nie dlatego, że tak zapisano w tradycji, ale dlatego, że babcia Hania gotowała ją tylko w Wigilię. A takie smaki – proste, powtarzalne i związane z konkretną osobą – zostają w pamięci na dłużej niż najbardziej wystawne świąteczne potrawy.



Opublikuj komentarz