Między starym a nowym rokiem

W dawnych rodzinach wiejskich przełom roku nie był czasem zabawy ani hucznego świętowania. Sylwester i Nowy Rok miały znaczenie przede wszystkim symboliczne – wyznaczały granicę między tym, co minione, a tym, co dopiero miało nadejść. W rodzinie Reda, przez pokolenia związanej z Chyżynami i Lalinami, był to moment ciszy, podsumowania i ostrożnej nadziei.

Najstarsze noworoczne wieczory, jakie można dziś odtworzyć w dziejach tej rodziny, przypadają na przełom XVIII i XIX wieku, gdy żyli Franciszek Reda i jego żona Marianna z domu Rechnio. Zima była wtedy czasem niepewności, a zmiana roku miała niemal magiczny wymiar. Sylwester nie był osobnym świętem – raczej domknięciem całego cyklu pracy. Starano się zakończyć rok spokojnie, bez kłótni i długów, wierząc, że to, co wydarzy się w ostatnim dniu grudnia, przeniesie się na nadchodzące miesiące.

Nowy Rok rozpoczynał się wcześnie i bez fajerwerków. Gdy dorastał ich syn Jan, a później zakładał rodzinę z Dorotą Górską, pierwszy dzień stycznia był już wyraźnym momentem życzeń i znaków. Zwracano uwagę na pierwszego gościa i pierwsze słowa wypowiedziane w domu. Jedzenie miało być sycące, choć nadal proste – kasze, chleb, czasem mięso, jeśli pozwalały na to zapasy. Był to dzień poważny, niemal uroczysty.

W pierwszej połowie XIX wieku, gdy kolejne pokolenie Redów dorastało w tym samym krajobrazie mazowieckiej wsi, Nowy Rok pozostawał dniem granicznym, choć niewiele różnił się od innych zimowych dni. Józef Reda i jego żona Agnieszka z domu Łodyga żyli w świecie, w którym czas odmierzano bardziej pracą niż kalendarzem. Przełom roku oznaczał raczej chwilę refleksji niż realną zmianę. Modlitwa i wspólny posiłek miały wystarczyć, by symbolicznie „przejść” w nowy czas.

W drugiej połowie XIX wieku, gdy żył Kazimierz, Nowy Rok coraz wyraźniej zaznaczał się w świadomości mieszkańców wsi. Pojawiały się noworoczne życzenia, kolędnicy i drobne poczęstunki dla odwiedzających dom. Nadal jednak był to czas bardziej refleksyjny niż radosny. Liczono straty i zyski minionego roku, myślano o zdrowiu i o przyszłości dzieci.

Przełom nastąpił dopiero wtedy, gdy Józef Reda, urodzony w 1863 roku, po ślubie z Salomeą Kościanek podjął pracę na kolei i przeniósł się do Warszawy. Po raz pierwszy w historii rodziny Reda Nowy Rok nabrał wyraźnie miejskiego charakteru. Zegar stał się ważniejszy niż przyroda, a moment północy zaczął wyznaczać symboliczny próg między starym a nowym rokiem. Mimo to przełom roku nadal przeżywano w gronie rodzinnym, raczej w skupieniu niż w zabawie.

XX wiek przyniósł doświadczenie wojny i niepewności. Gdy Stanisław Reda i jego żona Julia z domu Wudel wchodzili w kolejne lata życia, Nowy Rok był przede wszystkim nadzieją na przetrwanie. Dla ich córki, Władysławy Ireny, dorastającej już w innym świecie, przełom roku stawał się coraz bardziej oficjalnym początkiem – związanym z kalendarzem, planami i poczuciem, że czas można uporządkować.

Historia Sylwestra i Nowego Roku w rodzinie Reda pokazuje, jak zmieniało się rozumienie czasu. Od cichego domknięcia roku w chłopskiej chacie Franciszka i Marianny, przez ostrożne rytuały kolejnych pokoleń w Chyżynach i Lalinach, aż po miejski rytm Warszawy. Sens pozostawał jednak podobny: przejść granicę roku spokojnie, z myślą o tym, co było, i z nadzieją – często wypowiadaną szeptem – na to, co dopiero nadejdzie.

Bo Nowy Rok, niezależnie od epoki, zawsze był obietnicą – nawet jeśli składano ją szeptem, przy kuchennym stole, a nie przy huku fajerwerków.

Opublikuj komentarz